|
SPACER po Krutyni o tej porze roku dostarcza
przyjemności wielorakich. Jedna bierze się z ciszy oplecionej z zielenią
i ożywczym powietrzem; druga — z idealnego prawie porządku w obejściach
wokół nich; trzecia — ze spotkań z ludźmi i z krzepiących rozmów z
nimi. Krutyń jest niewielką wsią mazurską, jak się to
mówi zagubioną wśród lasów, lecz renomę czerpie od lat właśnie ze swego
ustronnego położenia i życzliwości pracowitych, gospodarnych ludzi.
Ostatnie lata zaowocowały tu szczególnie obficie. Trudno kogoś zdecydowanie
wyróżnić, trudno kogoś zganić bez pardonu... Cala wieś — łącznie z
położonymi w jej granicach ośrodkami wypoczynkowymi bardzo wypiękniała.
Zetknąłem się jednak z człowiekiem, o którym mówią, że jest sercem i duszą krutyńskich poczynań, patronem dobrych pomysłów i upartym egzekutorem
społecznych zobowiązań. Nazywa się Stanisław Bzura, ma lat 67 i od niespełna
roku przebywa na emeryturze. Pochodzi z Grajewa (Białostockie). Już w roku
1945 osiadł w Olsztyńskiem; poprzez Biskupiec, Bisztynek trafił w roku 1959
do Krutyni, gdzie był kierownikiem biura nadleśnictwa. Od roku 1947 jest
członkiem ZSL, a dziś, mimo podeszłego wieku i astmy, pełni tyle
społecznych funkcji, że niejeden młody człowiek mógłby się pod nimi załamać.
Jest zastępcą przewodniczącego GRN, zastępcą prezesa ZSL w Pieckach,
prezesem Ochotniczej Straży Pożarnej w Krutyni, opiekunem społecznym i
kuratorem sądowym, przewodniczącym Szkolnego Komitetu Rodzicielskiego.
Aktywnie współpracuje z Tadeuszem Dąbrową — leśniczym i sekretarzem POP PZPR
w Krutyni. „Idziemy ręka w rękę i wszystkie plany omawiamy i realizujemy
wspólnie, tak jak być powinno'' — mówi. Ponieważ mieliśmy przed paroma
dniami Dzień Strażaka, godzi się powiedzieć czego dokonał oddział 18
dzielnych ludzi — strażaków w maleńkiej Krutyni. Bo jest to piękny przykład
nie tylko gotowości oddziału do obrony życia i mienia obywateli, ale również
wspaniały przykład działania społecznego na rzecz swojej miejscowości.
Remizę zbudowali sobie w ciągu jednego roku i przekazali ją do użytku w
roku 1971. Mają gdzie się zbierać i gromadzić swój sprzęt. Ale remiza
służy także innym celom. Między innymi korzysta z niej młodzież szkolna,
która uprawia tu ćwiczenia fizyczne. W ubiegłym roku OSP w nagrodę za pracę
społeczną otrzymała samochód „Żuk", a wszyscy strażacy zostali zaopatrzeni
w mundury wyjściowe. W 40 procentach koszty tego zaopatrzenia pokryto ze
składek społecznych. Stanisław Bzura, sięgając pamięcią do pierwszych
społecznych zrywów w Krutyni, zaznacza, że nie wszystko od razu poszło
gładko i zanim Krutynią uzyskała dzisiejszy wygląd — trzeba było sporo
pracy uświadamiającej, zachęt i przekonywania ludzi, że wieś osadzona wśród
lasów niekoniecznie musi być Kopciuszkiem, z bałaganem wokół domów, z
rozwalonymi płotami itd. No, ale ziarno trafiło na dobrą glebę. Zresztą
ludzie zawsze byli tu dobrzy, serdeczni j chętni, tylko brakowało iskry,
dobrego przykładu, za którym mogłaby pójść cała wieś. W latach 1968—1969
wzięli się za przystanek PKS i doprowadzili go do porządku. Potem za płoty i
elewacje domów. Dziś aż miło popatrzeć na świeże żerdzie, siatki
ogrodzeniowe, na ukwiecone obejścia, czyste drogi, nawet na stertę złomu w
pobliżu szkoły, którego zbiórkę prowadzi się systematycznie, w sposób
zorganizowany. Rodzice ogrodzili poletko szkolne. Do miejscowej gospody
pozyskano nowy personel, który w ciągu paru dni zadbał — jak nigdy przedtem
— o zaopatrzenie i porządek zarówno wewnątrz lokalu, jak i na zewnątrz
Gospoda jest stara, mieści się w drewnianym domu, toteż jej dni są
policzone. Jeszcze w bieżącym roku rozpocznie się budowę nowej gospody GS,
zaś stary budynek przeznaczony zostanie na lokal poczty („tak to uradziliśmy
z organizacją PZPR") — mówi St. Bzura. Żałuję bardzo jednej tylko
inicjatywy, z której, niestety, nic nie wyszło: budowy nowej szkoły. Jeszcze
za życia Karola Małłka, znanego działacza mazurskiego, powołano komitet
budowy szkoły, zgromadzono nawet część funduszy, ale kłopoty z uzyskaniem
materiałów budowlanych sprawiły, że trzeba było od zamiaru odstąpić.
Komitet wprawdzie nie rozpadł się, formalnie istnieje nadal, lecz działka
przeznaczona pod budowę szkoły — 2,86 ha — prawdopodobnie przekazana
zostanie LZS. Szkoda. Może by jednak powrócić do tej inicjatywy? Może
władze powiatu zechciałyby w tym Krutyni dopomóc? Tak czy owak marzenia
Karola Małłka, którym dał wyraz w jednej ze swych książek, powoli zaczynają
nabierać realnego kształtu. K. Małłek pragnął, aby Krutynią w wolnej Polsce
była wsią prawdziwie kulturalną, oświeconą i oświetloną (przed wojną
elektryczności tu nie było), gospodarną i porządną, wyposażoną we wszystkie
niezbędne urządzenia cywilizacyjne. Staje się to za sprawą jego następców,
takich jak Stanisław Bzura, Tadeusz Dąbrowa, a także młodszych, dzielnych
gospodarzy i patriotów swojej Krutyni. Już w tym roku mieli zacząć układać
chodnik wzdłuż głównych uliczek, zgromadzili płyty, ale — woda stanęła na
przeszkodzie. Nie woda rzeki Krutyni, która tu toczy się pięknymi meandrami,
lecz woda we własnym wodociągu, nad którym prace także w tym jeszcze roku
zostaną rozpoczęte. Po co więc korzystać ze złych wzorów, kłaść chodnikowe
płyty, a potem je zrywać, by zakopać rury wodociągowe? Wstrzymują się wiec
z chodnikiem, bo woda jest bardziej potrzebna i niezbędna dla dalszego
awansu Krutyni. Pięknie tu jest już dzisiaj, a ochoty na dalsze upiększanie
chyba nie zabraknie. „Opornych już dziś nie mamy — mówi Stanisław Bzura —
wszyscy rozumieją, że tylko wspólną pracą, wspólnym wysiłkiem i
współzawodnictwem możemy uczynić z Krutyni taką wieś. z której do miasta nie
zechce się nikomu wytknąć nosa"... |